bezrobotny1987 | e-blogi.pl
_blog bezrobotny1987
Choroba 2018-07-18

Chciałem tutaj opisać wydarzenia jakie miały miejsca w ostatnim czasie w moim życiu. W listopadzie poprzedniego roku wyjechałem do pracy w Holandii. Zmusiła mnie do tego sytuacja finansowa i fakt że zwolnilem się z pracy, której bardzo nie lubiłem bo było ciężko fizycznie i psychicznie. Nie dawałem sobie już tam rady a może potrzebowałem jakiś zmian bo męczył mnie też sytuacja w domu. Trafiłem na w miarę dobra firmę w Holandii. Mieszkałem w osimioosobowym mieszkaniu i pracowałem w fabryce na dwie zmiany. Coś zaczęło się dziac w mojej głowie jak pojechałem na święta do Polski. Czułem jakiś dziwny przypływ energii. Zacząłem dziwnie zaczepiac ludzi, szczególnie podczas wieczoru gdy wyszedłem z niedoszły szwagrem na miasto. Strasznie się wtedy upilismy. Ja poczułem się strasznie pewny siebie. Gadałem jakieś głupoty do baranek aż wkurzył się nawet jeden jej znajomy i prawie że oberwalem od niego... Ale co się działo potem to już naprawdę coś dziwnego. Stwierdziłem że mam blizny jak Jezus i pomyślałem że może jestem jego wcieleniem na ziemi. Zaczęły mi się pojawiać jakieś wizję o końcu świata i zacząłem słyszeć głosy, myśli innych ludzi. Mieszkanie z innymi wspolokayorami zaczęło mnie męczyć bo nie mogłem się porządnie wyspać. Może to zmęczenie tak wpłynęło na moją głowę..  Postanowiłem się przeprowadzić. W między czasie byłem znowu w Polsce. Z siastra pojechaliśmy na narty do Czech a mi znowu odbiło i zaczepialem ludzi. W sumie nie pamiętam nawet ale siostra mówiła że pytałem ludzi w autokarze czy wierzą w Boga itd... W Holandii na nowym domku działo się coraz gorzej. Raz w piątek po pracy wyciągnąłem kolegę na piwo. Strasznie się wtedy upilem. Wywrocilem się na rowerze i pobraniem w tym dłoń. Jechaliśmy do znajomych. Tam wydałem się w kłótnie i prawie dostałem. Po tym wydarzeniu znowu stwierdziłem że mam ranę jak Chrystus na dłoni. Na domku doszło do konfliktu i musiałem się przeprowadzić. Tez pamiętam że strasznie czytałem różne symbole, traktował innych jak apostołów, swoje życie porównywalem do życia Chrystusa itd. W pracy dalej słyszałem myśli innych ludzi. Czułem w sobie duża energię. Na weekend lecialem do Polski. W samolocie też dziwnie się zachowywałem. Tak jakbym był piratem z Karaibów czy coś... Po powrocie z Polski zamieszkałe na nowym domku. Tam było strasznie. Ludzie dużo palili trawi i ogólnie się z nimi nie dogadywalem. Coraz gorzej się zachowywał em. W pracy też było coraz gorzej.


Jeszcze ważny jest fakt że w Eindhoven poznałem bezdomnych Polaków, z którymi nawiązał relacje. Potem często tam jeździłem że z nimi przebywać i poznawalem innych bezdomnych. Nj8e wiem po co mi to było chociaż podobało mię przebywanie z nimi. 


 


Z pracy mnie zwolnili w końcu bo poszedłem zapalić ale też ją zacząłem się tam coraz dziwaczne zachowywać. Już mi psychika chyba całkiem siadają a ja nie myślałem racjonalnie. Coraz bardziej traktował siębie jako osobę boska, nie mam pojęcia jak to opisać. Chciałem poszukać nowej pracy i zostawiłem rzeczy na domku, które potem wszystkie straciłem. Głupi zamiast jechać do domu stwierdziłem że spróbuję żyć jako bezdomny. Ten czas był straszny a zarazem coś mnie w tym pociągalo. Teraz myślę jaki byłem głupi i po co mi to było? Nie wiem czy tak było ale twierdził em że uzdrawiaql innych bezdomnych i ludzi i że jestem jakby poslannikiem Boga żeby ich uzdrowić. W tym czasie działo się najwięcej dziwnych rzeczy. Szczególnie jak zapalilem Mariah. Widziałem ludzi jako Anioły, ludzi niby z chora dusza, które niby uzdrawialem. Myślałem że to co się dzieje dookoła mnie to jakaś gra a ja mam jakąś misję do spełnienia. Coś jakby przejęło mój umysł i wmawia Lo mi co mam robić. Np na ulicy szukałem jakiś rzeczy, niektóre dawałem różnym ludziom. Jak lecialem samolotem to na lotnisku miałem wrażenie że steruję światłem słonecznym. Tez miałem wrażenie że mój oddech zmienia ludzi. Jak patrzyłem na grupę ludzi np po takim dmuchaniu powietrza z ust to jakby chodzili "napalenie". Zupełnie się wtedy zmieniali, ich wyrazy twarzy zapach itd. Nie wiem jak mam to teraz z perspektywy czasu interpretować.


W końcu wróciłem do Polski. W domu zachowywał się coraz gorzej, dalej miałem przeświadczenie o jakieś swojej Boskiej mocy. Siostra coraz bardziej się martwił o mnie. Ja nie myśląc racjonalnie namowilem mamę na kupno auta dla mnie bo w ogóle wkrecilem sobie ze jestem muzykiem bo grałem na gitarze na ulicy w Eindhoven i stwierdziłem że powinienem mieć auto. Przez nie później miałem same kłopoty. Pojechałem nim do Anglii co było najglupsza rzeczą jaką mogłem zrobić. Żyłem tam z bezdomnymi dalej traktując siebie jako Zbawiciela. Po powrocie chciałem niby pomoc koleżance i zacząłem zadawać się z jej bratem. Teraz też myślę że to było najglupsza co mogłem zrobić tymbardziej że zaprosiłem go do domu i teraz wie gdzie mieszkam a to jest osobą też chora i martwię się teraz o bezpieczeństwo...:( ja stwierdziłem że chce poznać niebezpieczne życie nie myśląc w ogóle o konsekwencjach. Robiłem zle rzeczy bo myślałem że przez to komuś pomagam a tak naprawdę sam sobie narobilem kłopotów i swojej rodzinie, a szczególnie mamie bo sala mi pieniądze na auto ubezpieczenie itd. A to nie mała kwota była a pieniądze miały być na ogrzewanie. Ojciec też poniósł koszty przeze nie 8 moje głupie pomysły.


Potem pojechałem jeszcze na weekend do Holandii który przedłużył się do dwóch tygodni. Tam też źle się działo. Z letargu wybił mnie chyba uderzenie w oko i ogólnie w głowę. Wróciłem do Polski i zacząłem myśleć o wszystkim co się stało. Nie wiem jak to wszystko określić, opisać itd. Dlaczego to wszystko się wydarzyło. Czy ja jestem chory i powinienem udać się do specjalisty. Wszystko odbiło się też na kontaktach z ludźmi w moim mieście. Ja chodziłem po ludziach i wygadywalem jakieś glupoty. Nawet byłem na castingu do programu muzycznego bo myślałem że jestem jakaś gwiazda muzyczna. Nie wiem teraz jak sobie z tym wszystkim teraz poradzić jak to poukładać, szczególnie co zrobić z autem bo tylko generuje koszty. Ja jestem bez pracy i nie wiem czy uda mi się jeszcze kiedykolwiek podjąć zatrudnienie bo boję się że znów dostanę jakiegoś ataku. Kiepsko widzę swoją przyszłość choć staram się jakoś z tym radzić ale nie jest łatwo. Ciężko zapomnieć o tym co się mi wydarzyło. Boję się kolejnego ataku i jak rozwiąże problemy, które sobie i mamie narobilem. Martwię się o przyszłość swoją i swoich bliskich. Chciałbym im jakoś pomóc a sam nie umiem poradzić sobie ze sobą. Chciałbym aby wszystko się poukladalo i by było dobrze. Aby rodzina była szczęśliwa. Płakać się chce ale jeszcze walczymy. Panie proszę daj nam siłę i pomóż rozwiązać problemy i mniej nas w swojej opiece. 


Sen 2018-07-11

Dzisiaj mam ciężki dzień. Siły mi się dwa dziwne sny. Jest ponuro za oknami ale z drugiej strony przynajmniej chłodniej. Ja już dostaje coraz bardziej do głowy z tego nic nie robienia. Ofert pracy ciągła jak na lekarstwo. Jedynie jako ochroniarz lub pomocnik piekarz ale trzeba dojeżdżać. Do chcrony zbytnio nie chce iść bo to obiekt handlowy i pewnie dużo osób będę miał i się będą nasmiewac że tak skończylem. A ja myślałem po zwolnieniu z pracy ze gdzieś wyjadę będę miał super pracę i super życie. Teraz żałuję że nie zostałem. Było bardzo ciężko psychicznie i fizycznie ale przynajmniej miałem pracę, gdzie wyjść no i pieniądze. Teraz nawet nie mam na kupienie sobie ciuchów. Chodzę w jakiś starych, dziurawych, które dostałem z datkow. Kupiłem sobie jedynie majtki, skarpetki i koszulkę. Bo po ostatnim pobycie w Hol straciłem większość rzeczy. Durny zamiast jechać do domu zachciało mi się szukać dalej pracy na własną rękę i musiałem mieszkać z innymi bezdomnymi. Jak sobie teraz pomyślę jaki byłem głupi. Jeszcze wkrecalem sobie ze mam jakiś kontakt z kosmosem itd. Masakra jak człowiekowi może się w głowie poprzestawiac. Dzisiaj środa. Już nawet nie mam nadziej ze coś się zmieni. Tzn modlę się i chu a jakaś mała nadzieja jeszcze we mnie siedzi. Ale naprawdę jest bardzo ciężko sobie z tym poradzić. 


Dzień kolejny 2018-07-10

Jak wygląda życie osoby bezrobotnej? Chodzę spać ok 22-23. Wstaje ok 8. Zasypianie jest ciężkie. Dużo myśli chodzi po mojej głowie. Wspominam to co było i proszę o przetrwanie kolejnego dnia. Po czym zasypiam. Gdy się budzę idę zapalić i skorzystać z toalety i kładę się jeszcze na trochę. Budzi mnie przeważnie jakiś dziwny sen. Wiem wtedy ze pora wstawać i się ogarniać. Wchodzę na internet i przeglądam strony z pracą i różne portale z wiadomościami. Teraz żyłem historia chłopców, którzy zostali uwięzieni w jaskini w Tajlandii. Później idę jeszcze zapalić, czasami coś zjem. Pije dużo wody z racji tego że palę ale jem mało. Później przeważnie kładę się dalej spać lub staram się jakoś zabić czas. Z braku pomysłów przeważnie śpię ale wybudzam się w trakcie dziwnych snów. Przeważnie rozmyśla też o tym co było lub wymyśla sobie różne sytuacje, gdzie mógłbym obecnie być. Myślę o pięknych plażach, fajnych luzziach i że spędzam miło czas. Godziny lecą bardzo powoli. Czasami włączam telewizję i oglądam filmy lub inne programy. Staram się jakoś zabić czas. Robię pranie lub sprzątam. Higiena osobista. Wychodzę z psem na krótki spacer przed dom lub jak jyz muszę to do sklepu po tytoń i tutki. Obserwuje ludzi przez okno. Zdążą się że chwilę porozmawiam z babcią na papierosa ale ona z racji wieku mówi dziwne rzeczy i często się powtarza ale przynajmniej mam z kim zamienić parę słów. Jestem w dużej puste, która nie wiem jak zapełnić. Nie wiem ile jeszcze będzie trwał ten stan rzeczy. Czy tak będzie do starości i później do śmierci? Staram się aż tak daleko nie wybiega myślami ale jak to będzie? Chciałbym sprzedać auto żeby oddać chociaż część pieniędzy mamie. Tylko wartość za jaką go udałoby mi się sprzedać będzie raczej połowa tego co zapłaciłem. O ile ktoś chętny się znajdzie w ogóle. Dzisiejszy dzień przelezalem głównie w łóżku przeglądając internet. Teraz oglądam film na TVP Kultura. Byle do 22-23. Potem do łóżka i rano znowu to samo. Byle przetrwać dzień. 


Zycie jako bezrobotny 2018-07-09

Od jakiegoś czasu żyje jako osoba bezrobotna. Jest to już nie pierwszy raz, gdy jestem bez pracy. Tym razem jednak czuje się naprawdę źle. Całe dnie praktycznie przesypiam bo nie mam pomysłu na organizację czasu podczas dnia. Jestem trochę załamany cała sytuacja. Skończyłem studia, w szkole uczyłem się dobrze a pomimo tego nie mogłem znaleźć pracy, która sprawiałaby mi satysfakcję. Często zmieniałem firmy i przeprowadzam się. Pracowałem też za granicą, w Niemczech i Holandii. Jednak nigdy nie umiałem tam długo usiedziec. Z jedną strony radość z zarabiania większych pieniędzy a z drugiej strony pustka, gdyż zawsze wyjeżdżałem sam i tęsknię przez to za rodzina i domem. Najgorszy był ostatni wyjazd. Trochę mi uderzyło do głowy. Zacząłem się dziwnie zachowywać. Myślę że było to związane ze stresem jaki powodują takie wyjazdy. Początkowy strach bo nie wiesz gdzie dokładnie jedziesz, na jakich ludzi trafisz, jak będzie w pracy itd. Zaczęło się dziac że mną coś dziwnego. Zachowywał się jąk zupełnie inna osoba. Nie umiałem sobie poradzić z tym wszystkim. Zostałem zwolniony tam z pracy. Wtedy miałem przykra konieczność życia jako bezdomny bo nie chciałem się poddać i wrócić zniczy do domu. W końcu jednak wróciłem bo już miałem dosyć takiego życia. To też chyba spotegowalo moje zniszczenie psychiczne. Po powrocie zachowywał się jeszcze dziwnie. Wpakowałem się w pewne kłopoty z których nie umiem teraz wyjść. Teraz się już troche uspokoiło ale nie mogę zapomnieć tego co mi się wydarzylo i dlaczego podejmował strasznie dziwne decyzję i przebywał em z osobami niebezpiecznymi. Martwię się teraz o swoją przyszłość. W domu mam nieciekawa sytuację. Ojciec bezrobotny, siostra ma dwójkę dzieci, chora babcia w domu i jedynie mama, na którą zawsze mogę liczyć. Przed snem modlę się do Boga i wszystkich w niebie żebym przeżył jakoś kolejny dzień. Przeszukuje oferty pracy ale nic nie ma konkretnego. Nie chcę znowu wyjeżdżać bo boję się że dostanę kolejnego ataku i znowu zacznę się dziwnie zachowywać. A już dość problemów sobie narobił i dużo strat materialnych. Dni mijają mi bez celu. Czasem siostra albo mama wyciągają mnie z marazmu. Czasem spacery z psem i wyjście na papierosa na korytarz. Nie chcę mi się nawet jeść. Jedynie papierosy i woda z kranu bo nie chce tracić pieniędzy na butelkowana. Chyba już nigdy nie znajdę pracy. Tylko co wtedy? Jak będę żył i funkcjonował? Mam dopiero 30 lat i nie wyobrażam sobie dalszego życia bez dochodów. Muszę przecież coś zjeść, w coś się ubrać, gdzieś wyjść, coś kupić siostrzenicom. Boję się co to będzie. Czy każdy dzień będę starał się przespać byleby go jakoś przeżyć? Przeraża mnie to. Żyłem jako bezdomny w Holandii i chwilę w Anglii z własnego wyboru i głupoty. Ciężko mi teraz wrócić do normalnego społeczeństwa. Coś mi się w głowie poprzestawialo. Jeszcze namowilem mamę na zakup auta, przez które narobilem sobie dodatkowych kłopotów. Biedna mama znowu mam przezemnie problemy. Jedynie przy życiu trzyma mnie rodzina bo nie chciałbym aby szlu na mój pogrzeb. Staram się dlatego ciągnąć dalej ten żywot. W telewizji mówią o wielu osobach, które straciły życie a ja nie umiem uszanować swojego. Jestem zdrowy, mam ręce, nogi, niby normalny człowiek. Jednak w głowie mam zupełnie coś innego. Jakbym był osoba niepełnosprawna psychicznie. Nie umiem sobie poradzić z życiem. Nie wiem co będzie dalej jak nie będę miał zajęcia. Czy wytrzymam to. Staram się ale jest coraz ciężej :(


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]